Rozdział VII

Link
02.05.2012 :: 12:49
Komentuj (2)


I tym oto sposobem nie mam Wam nic więcej do powiedzenia. Przynajmniej do momentu, w którym przyjdzie do mnie nowy pomysł.

1

Diana stała nad Joanną, patrząc na jej rozpaloną gorączką twarz.
- Dobrze, że mnie do niej przyprowadziliście, po co ma się dłużej męczyć – powiedziała. Stała tyłem do reszty ekipy, więc nikt nie mógł zobaczyć jej okrutnego uśmiechu. Nim ktokolwiek zdążył pojąć, jak dwuznaczne były jej słowa, bogini położyła dłoń na czole Joanny. Pokój wypełnił się srebrnym blaskiem. Joanna wzięła głęboki, drżący oddech, ostatni w jej życiu.
Diana wyprostowała się i cofnęła. Do leżącej natychmiast przypadli Maks i Laura. Maks pierwszy zrozumiał, co się stało. Przez chwilę na jego twarzy gościł niewyobrażalny wręcz ból, by po chwili ustąpić miejsca otępieniu. Osunął się na kolana i tępo patrzył na twarz martwej przyjaciółki. Wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć jej policzka, pozwolił jednak, by opadła bezwładnie, nie dotarłszy do celu. Laura zaniosła się rozpaczliwym szlochem. Kamila podeszła do niej i położyła głowę na jej ramieniu; była tak blada, jakby zaraz sama miała umrzeć. Aleksander wpatrywał się niedowierzająco w całą tę scenę; powoli osunął się na fotel, szczęśliwie stojący obok niego – był w szoku. Makary podszedł do Maksa i zmusił go do podniesienia się z podłogi.
- Ty... Aż tak bardzo? - spytał.
- Od początku – odparł Maks.
- I nigdy jej nie powiedziałeś... - Makary pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Nie była gotowa...
Trwali tak przez chwilę, pogrążeni w żałobie, gdy nagle Maks wbił pełne furii spojrzenie w Dianę. Wyzbył się całego lęku,jaki wobec niej odczuwał, stracił cały szacunek, wcześniej narzucony mu przez bijącą od niej potęgę.
- Miałaś jej pomóc! - ryknął.
- Pomogłam – odparła, patrząc na niego wyniośle, lecz zarazem współczująco.
- Zarzucałaś mi próbę zabicia jej! - Tu wskazał palcem Magdalenę. - Jej, która nie jest warta nawet małego palca Jo! A sama... - Nie był w stanie mówić dalej.
- Tylko jedna z nich mogła żyć – powiedziała chłodno bogini.
Przez chwilę zdawała się nasłuchiwać, a w końcu spojrzała na Magdalenę i stwierdziła:
- Czarownice wyczuwają, że zbliża się Najwyższa. Chodźmy więc ją powitać.

2

- Bastet!
Powietrze drżało tym krzykiem. Magdalena wybiegła z domu i momentalnie znalazła się nad jeziorem. Isztar już tam była. Unosiła się nad wodą na swych ogromnych skrzydłach. Jej głowę otaczała srebrna aureola włosów, czarne oczy pozbawione białek błyszczały, ciemne usta wykrzywiał gniewny grymas.
- Isztar - powiedziała Magdalena bez lęku; patrzyła na Najwyższą z wyzwaniem w oczach.
- Bastet, córko Pasht i Ra! - zagrzmiała Isztar. - Jak śmiałaś sprzeciwić się mojemu wyrokowi?
- Zwyczajnie. - Na Bastet wniosły ton i groźna postać nie robiły wrażenia.
Diana okrążała jezioro, wydając polecenia swym Czarownicom. Dwadzieścia osiem białych postaci wzniosło ręce; ich zadaniem było uczynić całe zajście niewidzialnym i niesłyszalnym dla zwykłych ludzi.
Laura, Maks, Sewer i Aleks przybiegli na brzeg. Laurą i Maksem kierowała rozpacz po stracie Jo i nienawiść do Magdaleny, chęć zobaczenia jej porażki; Sewerem miłość i strach, Aleksem natomiast ciekawość i niepokój o Laurę. Niezależnie jednak od tych rozbieżnych motywacji, wszyscy czworo z przerażeniem patrzyli na to, co działo się przed nimi.
- Poddaj się, Pochodząca z Wieży, wróć do niebytu - zażądała Isztar.
Bastet skwitowała to pogardliwym skrzywieniem warg. Przebiegła kilka kroków, skoczyła i, przeleciawszy kilka metrów, zawisła nad powierzchnią wody, naprzeciwko Isztar.
Isztar wydała ostry, ptasi niemal wrzask.
I wtedy się zaczęło.
Woda w jeziorze ożyła. Uniosła się i rozwarła na kształt paszczy, w której błyszczały srebrne zęby. Straszne to zjawisko wnosiło się dopóty, dopóki nie zakryło zupełnie Bastet; szczęki otaczały ją teraz na podobieństwo wodnego muru. Magdalena trwała jednak nieporuszona; zęby miały zamknąć się nad jej głową. Nagle jednak ożywioną wodę rozświetlił blask pochodzący od bogini. Blask ów narastał, aż wreszcie paszcza wybuchła. Woda z jeziora została wypchnięta na wszystkie strony. Wszyscy znajdujący się w pobliżu zostali zupełnie przemoczeni. Bastet, zupełnie sucha i spokojna, lewitowała w tym samym miejscu, co wcześniej.
- Isztar, to było żałosne - skwitowała. - Możemy przejść do rzeczy?
Isztar wzniosła się wyżej, a wiatr wywołany jej potężnymi skrzydłami szarpnął koronami drzew. Najwyższa zawisła chwilę w powietrzu, po czym rzuciła się lotem pikowym w dół, wprost na Bastet. Magdalena zebrała moc, gotowa w każdej chwili uderzyć w Isztar, zatrzymać jej lot. Z całą pewnością Córka Księżyca nie zamierzała robić uników.
Najwyższa lekko zmieniła trajektorię lotu i minęła Magdalenę, przejeżdżając jedynie końcami szarych piór po jej plecach. Dotyk ten, tak lekki, że mógł uchodzić za pieszczotę, sprawił, że z ust Bastet wydarł się krzyk, a jej plecy spłynęły krwią. Kocia bogini odwróciła się w stronę Isztar, pełnej tryumfu. Pierwsza krew należała do niej.
Isztar wyciągnęła przed siebie dłoń; jej skóra zabłysła magią. Magdalena odruchowo złapała się za gardło, rozpaczliwie próbując złapać oddech; Najwyższa pozbawiła jej ludzkie ciało niezbędnego do życia elementu.
Wtedy z przeciwległego końca jeziora nadleciała srebrzysta strzała i utkwiła w ramieniu Isztar. To Diana nadjeżdżała swym rydwanem na odsiecz córce. Druga strzała, którą wypuściła, wycelowana była dokładnie w serce Najwyższej; ta strzała miała zabić. Isztar jednak machnęła skrzydłami i uniosła się. Uratowało to Magdalenę - Isztar przestała kontrolować czar i Kocia bogini odetchnęła gwatownie. Zgubiło jednak kogo innego, gdyż strzała, nie napotkawszy na swej drodze ciała Najwyższej, poleciała dalej.
Laura krzyknęła przeraźliwie. Maks upadł na ziemię, nie będąc w stanie wydać dźwięku; srebrna strzała bogini łowów przebiła jego gardło.
Dwie boginie nie zwróciły najmniejszej uwagi na to zdarzenie. Magdalena, rozumiejąc, co jest równocześnie największą siła i słabością przeciwniczki, posłała uderzenie energii ku skrzydłom Isztar. Trzask, który towarzyszył kilkukrotnemu złamaniu kości podtrzymujących skrzydła, jeżył włosy na głowie. Isztar, wyjąc z bólu, z głośnym pluskiem wpadła do jeziora. Moc Najwyższej eksplodowała na wszystkie strony; dwadzieścia osiem Czarownic Diany rozpadło się w biały pył. Sama Diana ratowała się, wznosząc w górę swój rydwan. Laura, która klęczała przy Maksie, błyskawicznie opadła na ziemię, unikając w ten sposób obrażeń. Magdalena, chroniąca się za magiczną barierą, została odepchnięta do tyłu. Najbardziej ucierpiał Aleksander, który, również odepchnięty, uderzył całym ciałem w drzewo i osunął się na ziemię. Energia Isztar pozostawiła również mnóstwo krwawiących nacięć na całej skórze. Jedynie Sewer, chroniony niemal świętą, nienaruszalną mocą Bastet, wynikającą z jej uczucia, pozostał nieporuszony.
Isztar wynurzyła się z wody, unosząc się siłą lewitacji. Połamane skrzydła tworzyły makabryczną kompozycję, zwisając bezwładnie u ramion bogini. Najwyższa dyszała ciężko, patrząc na Magdalenę z nienawiścią.
- Zginiesz dzisiaj, Kotko - powiedziała.
Magdalena, choć na pierwszy rzut oka było widać, że jest przeraźliwie słaba, pozostała dumna. Ona również miała świadomość, że zginie. Isztar wyraźnie ją przewyższała. Bastet miała moc, którą jej przepowiedziano, lecz brakowało jej umiejętności i doświadczenia. Głupotą było stawać do walki z tak potężnym przeciwnikiem jak Najwyższa, teraz Bastet widziała to wyraźnie. Lecz nie mogła się już cofnąć.
Isztar, zaciskając zęby, wyrwała garść szarych piór. Krzyknęła mimowolnie, gdy szarpnięcie poruszyło strzaskane kości. Mocnym gestem rzuciła pióra ku Magdalenie. Ta osłoniła się magią, lecz zbyt słabą. Blokada zatrzymała jedynie mniejsze z piór; trzy największe przeleciały przez nią i wbiły się w ciało Bastet jak noże. Magdalena zebrała ostatnie resztki energii, którą tak nierozsądnie gospodarowała. Cisnęła moc w Isztar w desperackim, żałośnie słabym uderzeniu. Najwyższa rozproszyła tę moc jednym ruchem ręki; na jej twarz wypełzł szyderczy, pełen satysfakcji uśmiech. Wyrwała długą lotkę ze skrzydła, tym razem nawet się nie krzywiąc.
Po wodzie poniósł się krzyk Seweryna. W jednej chwili widział szarą lotkę wbitą w serce Magdaleny, w następnej rzucił się do jeziora i płynął w miejsce, gdzie spadło jej ciało.
Isztar zaniosła się tryumfalnym śmiechem, po czym rozmyła się w szarą mgłę i zniknęła. W nocnym powietrzu rozległ się srebrzysty lament; to Księżyc płakał, a wraz z nim cała Wieża.
Po kilku minutach Sewer wrócił na brzeg, dźwigając ciało Kociej bogini. Ułożył je na ziemi, sam opadł tuż obok. Z czterech ran sterczały szare pióra, błyszczące jak stal.
Nagle Bastet otworzyła oczy. Lśniło w nich srebrem magicznie podtrzymywane życie.
- Znajdź... Kota - wycharczała, krztusząc się krwią.
Nie pytał o nic. Zerwał się na równe nogi i pobiegł w kierunku domu, kierowany instynktem.
Były tam. Co najmniej osiem Kotów siedziało na schodach prowadzących do drzwi. Nie bawiąc się w subtelności, złapał mocno pierwszego z brzegu i rzucił się biegiem do miejsca, gdzie zostawił Bastet. Kot nie wyrywał się; rozumiał, że jest potrzebny.
Gdy dotarli do bogini, Kot zasyczał wściekle. Wyśliznął się z uścisku Sewera, drapiąc go przy tym. Ułożył się na głowie Magdaleny; wyglądał jak pręgowana, futrzasta czapka.
Po chwili srebrne oczy bogini znów się zamknęły, ich blask zgasł.
Nie żyła.

3

Zostawił jej martwe ciało i odszedł pomiędzy drzewa. Nie wiedział nic; obijał się o pnie, drapiąc twarz. Wreszcie, wyczerpany, osunął się na ziemię.
Nie wiedział, ile tam leżał. Z letargu wyrwała go dopiero Laura. Jakimś cudem znalazła go. Opadła ciężko na ziemię obok niego. Była roztrzęsiona i niemal nieprzytomna; zwinęła się w kłębek, głowę opierając na jego piersi. Machinalnie objął ją ramieniem i pogłaskał. Zatrząsł nią szloch.
- Maks...? - spytał.
- Nie... n-nie żyje - przez jej ciało przebiegło spazmatyczne drżenie.
- Aleks...?
- Krucho z nim, a-ale się wyliż-że.
Przez chwilę ciszę przerywało tylko jej łkanie.
- A o-ona? Magd-d-dalena? - spytała w końcu.
Zacisnął zęby i odwrócił głowę. Zrozumiała.
- Przyk-kro mi - szepnęła.
Objął mocniej jej wstrząsane płaczem plecy.
Księżyc schował swą rozpacz za chmurami.

Epilog

Link
02.05.2012 :: 12:30
Komentuj (1)


Sewer siedział nad jeziorem i puszczał kaczki, obojętnie obserwując odbicia kamieni. Był już spakowany; czekał tylko na resztę. W ogóle nie interesowało go, jak wyjaśnią śmierć Jo i Maksa oraz niecodzienne rany rany Aleksa. Interesował go za to fakt, że ciało Magdaleny zniknęło. Tłumaczył to sobie interwencją Diany - pewnie zabrała ciało córki do Wieży.
Koło niego zaczął kręcić się pręgowany Kot. Bardzo to było Sewerowi nie na rękę; Koty zbyt mocno wiązały się z Bastet, by mógł teraz znieść ich widok. Kot jednak nic sobie nie robił z jego ponurych spojrzeń. Bezczelnie wskoczył mu na prawe ramię, po czym po barkach przeszedł na lewe. Ogonem odgarnął mu włosy za ucho i wyszeptał głosem Magdaleny:
- Chodź, zabiorę cię do Wieży...








Menu

Księga gości

Niespokojna

Jestem 7w8. Słyszałam o sobie już wiele opinii, zarówno dobrych, jak i złych. Z większością się zgadzam. Jestem leniwa, cyniczna i zjadam za dużo czekolady, ale kocham swoje wady (może wyłączając mój za duży nos, jego nie da się pokochać). Poza tym zbyt często kłamię.
Patrząc od tej jaśniejszej strony, bywam miła i uczynna, uwielbiam czytać i rysować. I nie potrafię funkcjonować bez dobrej kawy i herbaty z pigwą.
Cóż więcej? - żywiołowa, impulsywna, nerwowa. Niespokojna.

Kontakt:
e-mail: strange.frog@gazeta.pl

Spis treści


Listki mięty
Prolog
Zeszyt pierwszy
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII
Rozdział IX
Rozdział X

Zeszyt drugi
Rozdział XI
Rozdział XII
Rozdział XIII
Rozdział XIV
Rozdział XV
Rozdział XVI
Rozdział XVII
Epilog

Kocim krokiem
Prolog
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Epilog

Jamnik Kleopatry
Prolog
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII
Rozdział IX
Epilog

Pudełko zapałek
Prolog
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Epilog

Inne
Amanda

Linki

*czytam:
demony duszy
magia smoka
smocze dziedzictwo
przyczajona logika
niezatapialna armada
ratunku co robić
syriusz rahl

*ocenili:
ocena nie gryzie [3]
era krytyki [5]
kompania ocenowa [?]
ława przysięgłych [?]
oceny legilimens [?]

Szablon

Wykonałam sama dla siebie, używając tej grafiki oraz dwóch wersów z tej piosenki. Łapki przy sobie.